Posłuchaj tego podcastu na Spreakerze

>> Pobierz w formacie mp3 <<

Ten odcinek to druga część wywiadu, jeśli nie słuchałeś pierwszej, to zapraszam do jej wysłuchania: kliknij tutaj, by przejść do części 1 wywiadu.

W tym odcinku mamy tyle wiedzy, jeśli chodzi o podejście do kampanii marketingowych, że najlepiej by było, żebyś miał coś do notowania, co chwilę zatrzymywał podcast i robił odpowiednie notatki 🙂

A to dlatego, że przeprowadziłem wywiad z Bartkiem Popielem, założycielem bloga dla przedsiębiorców LiczySieWynik.pl i i autorem wielu książek. Bartek jest też konsultantem strategicznym specjalizującym się w dużych kampaniach wprowadzających na rynek produkty informacyjne.

Ten odcinek to samo mięsko, więc już teraz zapraszam Cię do słuchania.

Pozdrawiam, Marcin

Rzeczy, o których mówiliśmy w tym odcinku:

 

Wolisz czytać niż słuchać? Oto transkrypcja tego odcinka dla Ciebie:

Kolejny podcast to druga część wywiadu z Bartkiem Popielem, założycielem bloga dla przedsiębiorców LiczySieWynik.pl i autorem wielu książek. Bartek jest też konsultantem strategicznym specjalizującym się w dużych kampaniach wprowadzających na rynek produkty informacyjne.

Jeśli nie słuchałeś jeszcze części pierwszej, serdecznie zapraszam Cię do tego, bo znajduje się tam wiele fachowej wiedzy i wskazówek, które ułatwią planowanie kampanii marketingowej.

Bartek Popiel: To nie jest też tak, że na efekty czekamy w nieskończoność. Kiedy dostajemy ankietę, od razu mamy odpowiedź i wiemy, co robić, na czym się skupić. Nie monetyzuje się to, choć możemy zaoferować jakiś mały produkt już na etapie badań, ale trzeba zrobić to z głową. Najważniejszy jest feedback. Pracuje na szczęście z firmami, które są tego świadome. Efekty sprawiają, że warto ten trud ponieść.

Marcin Kądziołka: To tak pewnie działa, że jeśli ktoś zdobędzie zaufanie, przejdzie ten proces, to każda kolejna kampania idzie dzięki temu sprawniej.

BP: Jeśli mówimy tutaj o osobie, która dopiero chce założyć biznes czy bloga i ma od razu nastawienie, że chce zarabiać duże pieniądze, to przekonanie jest szkodliwe. To oczywiście moja opinia. Sukces mojej strony, która jest znacząca na polskim rynku, możliwość tworzenia konkretnych kampanii wynikło z tego, że nie miałem założenia, iż muszę na tym zbijać kokosy. Prowadziłem kursy szybkiego czytania i efektywnego uczenia się, a bloga pisałem po godzinach.

Kiedy chcesz mieć od razu pieniądze za każdy wpis, zaczynasz szukać dróg na skróty i skupiasz się na tym, by dojść do pieniędzy, przez co traci na tym merytoryczność wpisów. W zeszłym tygodniu chciałem wypuścić artykuł, który był na temat czytania książek. Postanowiłem, że jeszcze go dopieszczę, dopiszę parę fajnych wzmianek. Gdyby mi zależało na pieniądzach, pewnie bym się nad tym nie zastanawiał, tylko go opublikował. Ja właśnie na tym wypłynąłem, że pisze bardzo merytoryczne artykuły. Dążę do tego, by mój wpis był najlepszą rzeczą, jaką znajdziesz w Internecie. Przez natłok pracy od stycznia do czerwca napisałem dwa artykuły. Wstyd mi trochę, że tak mało, a i tak w każdym miesiącu było 35 – 40 tysięcy odwiedzin. Dlaczego? Bo wcześniej wykonałem dobrą robotę. Skupiałbym się więc na tym, by wszystko, co wypuszczamy, miało wartość i pomagało ludziom. Później jak będziemy chcieli od ludzi pieniądze za jakiś trening, każdy będzie wiedział, że musi znajdować się tam coś wartościowego. Tak samo jak osiągniesz sukces, to będą klepać Cię po plecach widząc, ile pracy w to włożyłeś.

MK: Mówisz, że nawet mając schemat działania, to jak w tym natłoku pracy udaje Ci się skupić na napisaniu świetnej oferty, czy właśnie artykułu? Może delegujesz to komuś innemu?

BP: Uważam, że w dzisiejszym świecie umiejętność skupienia się może gwarantować Ci przewagę strategiczną. Może to zabrzmieć patetycznie, ale widzę już to sformułowanie podpisane Bartoello Coelho na cytatach krążących po Internecie. Ciągle dostajemy wiadomości – a to na messengerze, mailem, ktoś dzwoni i pisze non stop. Walczysz o uwagę Ty i Twoja konkurencja. Jeśli potrafisz się zamknąć w swoim świecie, a osoba opracowująca podobną ofertę z innej firmy ciągle zagląda na Facebooka, odbiera telefony, Ty będziesz miał już gotową ofertę do wypuszczenia jej na rynek, a ktoś będzie ją tworzył jeszcze tydzień. Znamy się dobrze i wiesz, że efektywność to dla mnie bardzo istotna sprawa. Kiedy pisze ofertę, zapadam się pod ziemie i nic innego mnie nie interesuje. Nawet wyłączam autokorektę, by mnie to w trakcie tworzenia nie rozpraszało. Korekta będzie później. Znam jeszcze jeden fajny trick, który stosuję. Bierzesz zwykłą kuchenną ściereczkę i zasłaniasz nią monitor. Nie widzisz nic, tylko piszesz. Włącza się kreatywność i czasami nawet myślę, że za wolno piszę w stosunku do pomysłów, które pojawiają się w głowie.
Czasami włączam muzykę, która mnie inspiruje. Włączam i jadę z tematem. Telefon jest ekranem do dołu w trybie samolotowym.

Ktoś może pomyśleć: – ale jak to siadasz do czystego Worda i zaczynasz pisać?

To tak nie działa. Mam 50 pytań, na które muszę odpowiedzieć przed stworzeniem oferty. Kilka z nich mogę podać. Jaki klient ma problem? Jakie są implikacje tego problemu?

Okazuje się, że ma nadwagę. Co jest powodem? Słaba kondycja, słaba przemiana materii, nadciśnienie, przez to brak mu pewności siebie, jest sam, bo boi się podejść do kobiety, która mu się podoba. Pojawia się frustracja, zacznie się dołować i nie będzie aplikował na dane stanowisko. Posiada kwalifikacje, ale stwierdzi, że taki grubas nie ma szans. I spirala się nakręca. Piszesz, jaki klient może mieć obiekcje do produktu. Chcesz wypuścić na rynek kurs języka w 3 miesiące, ale będą się pytać, czy na mnie to zadziała, kto potwierdza te teorie, na jakim był poziomie byłeś przed rozpoczęciem kursu. Czy prowadzący ma certyfikaty i kto za Ciebie ręczy. I tak dalej.

Dużo łatwiej się pisze, kiedy odpowiesz sobie na wiele pytań. Dlaczego chcesz to robić, w jaki sposób to komuś pomoże. Stawiasz się w sytuacji klienta i odpowiadasz na pytania, które sam byś zadał. Czym to się różni od tego, co jest na rynku? A może znajdę to samo, ale za mniejsze pieniądze? Co w tej metodzie jest rewolucyjnego? Czasami moje oferty mają po 40 stron.

MK: To jeśli ebook ma 20 stron, wychodzi na to, że Twoja oferta jest dwa razy dłuższa.

BP: Właśnie tak się czasami dzieje.

MK: Żeby to wszystko opowiedzieć i przekazać plusy, wykluczyć na samym początku wszystkie wątpliwości klienta oraz przekazać całe dobrodziejstwo, trzeba się sporo nagimnastykować.

BP: Ale dzięki temu stworzymy coś, co trafi do odbiorcy. Są ludzie emocjonalni, a są tacy co wchodzą na stronę i od razu kupują. Niektórzy chcą wiedzieć, na ile zmieni się ich życie, jak skorzystają na tym jego relacje z bliskimi, a są osobowości techniczne, jak na przykład Ty. Chcesz zobaczyć parametry, wykresy, screeny z badań, dowody. Czyta to każdy, dlatego musisz znaleźć złoty środek i trafić do różnych typów.

MK: Nie dość, że Twój handlowiec umie sprzedać, to jeszcze musi odnajdować się w rozmowach z różnymi typami osobowości. A to podnosi od razu jego kompetencje i zyski.

Opowiedziałeś o wielu ciekawych sprawach. Wychodzi na to, że aby rozpocząć planowanie produktu, który ma zadowolić klientów i być odpowiednim dla szerokiego grona odbiorców, późniejsze planowanie i wdrażanie kampanii oraz strategii to ogrom pracy i wiedzy, którą najpierw trzeba zdobyć. Co możesz zaoferować osobom, które jednak wolą widzieć efekty i nie interesuje ich ta cała ścieżka, którą przedstawiłeś? Co trzeba zrobić, by z Tobą pracować?

BP: W tym momencie jest to problematyczne, bo mamy naprawdę ogrom zleceń. Ostatnio dostałem właśnie takiego maila, sprawdzam kalendarz, kiedy moglibyśmy zacząć działać i pierwszy wolny termin to marzec 2020 roku. Dla części klientów przeprowadzamy szkolenia. Przyjeżdżamy do firmy i przedstawiamy im przykłady, wiedzę oraz pokazujemy wskazówki i nasze błędy. W przyszłości planuję też szkolenia otwarte, choć masówka nie wchodzi w grę, bo byłoby to nie fair w stosunku do osób, które już zakupiły u nas szkolenie jakiś czas temu.

MK: Najlepszym sposobem, by być z Tobą w kontakcie cały czas?

BP: Zapraszam na LiczySieWynik.pl, tam można zapisać się na newsletter, gdzie są niepublikowane nigdzie treści oraz na mojego Facebooka “Liczy się wynik”.

MK: Ja dodam, że warto czytać dokładnie wszystkie wpisy Bartka, bo są tam ukryte dodatkowe treści.

BP: Widzę, że należysz do tych wnikliwych czytelników. Bardzo się z tego cieszę. Robię czasem tego typu niespodzianki, bo moi odbiorcy fajnie na to reagują. Mają poczucie, że są w jakimś elitarnym gronie, bo mają treści, które nie są dostępne dla innych.

MK: Dziękuję Ci za wywiad, wyczerpującą wypowiedź i jeśli słuchacze oraz czytelnicy będą mieli mnóstwo pytań, będziemy musieli spotkać się po raz kolejny.

BP: Dziękuję bardzo, to była sama przyjemność.